Gorące tematy: COVID-NEWS Antypartia Ruch Oporu 2020 Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
470 postów 1988 komentarzy

W obronie cywilizacji łacińskiej przed bandytami i obłudnikami

Janusz Górzyński - Quis et deus? – KTÓŻ JAK BÓG! Discedite a me omnes pessimi haeretici, filii diaboli, et pestes animarum: vos detestor, et abominor, et cum Ecclesia Dei anathematizo. Jan kard. Bona O Cist

Kara śmierci a etyka katolicka. Część I-sza

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Kara śmierci a etyka katolicka. Część I-sza (Sługa Boży o. Jacek Woroniecki OP)

 Kara śmierci a etyka katolicka. Część I-sza (Sługa Boży o. Jacek Woroniecki OP)

 
„Zdarza się jednak, iż coś rozważane pod kątem ogólnym jest dobrem, lecz po uwzględnieniu jakichś dodatkowych, szczegółowych okoliczności obraca się w zło. Tak jak płodzenie synów rozpatrywane samo w sobie jest czymś dobrym, lecz płodzenie ich z nie swoją żoną jest czymś złym”. I podobnie zdarza się, że coś jest złem, jeśli rozważa się je pod kątem ogólnym, a mimo to staje się czymś dobrym ze względu na jakieś  szczegółowe okoliczności. Tak jak zabójstwo samo w sobie jest czymś złym, lecz zabicie człowieka szczególnie szkodliwego dla zbiorowości jest czymś dobrym”. / Św. Tomasz z Akwinu „Zagadnienia etyczne”/
 
Kara śmierci a etyka katolicka - o. Jacek Woroniecki OP
Obawa przed utratą tego, co człowiek uważa za najdroższe, wstrzyma niejednego od dogadzania na drodze przestępstwa swym pożądaniom lub namiętnościom. A skoro go nie wstrzymała i dopuścił się jednego z tych najcięższych przewinień naruszających porządek społeczny, przede wszystkim zabójstwa, to sprawiedliwe jest, aby sam został pozbawiony życia, skoro nie ceni go u innych.
Najwyższe dobro doczesne, jakim jest życie, winno być chronione karą pozbawiającą tego, co stoi najwyżej w skali dóbr doczesnych, a taka jest właśnie kara śmierci. Jej stosowanie nie jest bynajmniej sprzeczne z V przykazaniem, bo zakazuje ono zabijania powagą własną i załatwiania tą drogą porachunków osobistych, nie odnosi się zaś do prawa, jakie posiada społeczeństwo - karania cięższych przestępstw śmiercią. Najlepszym tego dowodem jest to, że natychmiast po ogłoszeniu Dekalogu Mojżesz ustanowił karę śmierci za cały szereg przewinień, nawet nie najcięższych, np. za złorzeczenie rodzicom.
Etyka chrześcijańska nie wchodzi w szczegóły, gdy chodzi o wskazanie, jakie przestępstwo winno być karane śmiercią, ale stoi na stanowisku, że państwo ma prawo stosować tę karę za przewinienia szczególnie szkodliwe dla wspólnego dobrobytu społeczeństwa.
Na pozór trudniej pogodzić karę śmierci z celem (...), jakim jest zadośćuczynienie Bogu. A jednak z tego, co powiedzieliśmy wyżej o tych dwóch celach kary, wynika z żelazną konsekwencją, że możność zapłacenia za popełnione przewinienia życiem ma wszelkie dane, aby stać się dla przestępcy pobudką do odrodzenia duchowego, a więc i radykalnej poprawy, i uleczenia przed stanięciem na sądzie Bożym.
Jak widzieliśmy powyżej (...), nikomu nie wolno wymierzyć sobie samemu kary śmierci za popełnione przewinienia, ale przyjąć ją należy, gdy zostanie wymierzona wyrokiem sądu państwowego. Poddanie się jej w nadprzyrodzonym duchu wiary i pokuty posiada wielką moc zadośćuczynienia, choćby za największe przestępstwa popełnione w ciągu życia. Jeden z łotrów na Golgocie dał nam wzór, jak z kary śmierci można wyciągnąć największą korzyść dla duszy. Jego słowa: "godną zapłatę za uczynki odbieramy", najlepiej pokazują ten nastrój, który w mgnieniu oka leczy duszę złoczyńcy, kruszy jej przywiązanie do grzechu i sprawia, że kara przemienia się w pokutę, a ta prowadzi do zbawienia.
Poprawczy charakter kary śmierci, gdy rozważa się ją z nadprzyrodzonego punktu cnoty pokuty, występuje w całej pełni i doświadczenie krajów, w których obyczaj chrześcijański jest jeszcze żywy, wskazuje, że ogromna większość przestępców pod wpływem tego wstrząsu, jakim jest wyrok śmierci, poddaje się łasce nawrócenia. Znane są przypadki, że tak nawrócony skazaniec nie chce składać prośby o ułaskawienie, widząc jasno, że śmierć przyjęta w tych warunkach jako odkupienie grzechów daje mu taką nadzieję zbawienia,jakiej nie miałby spędzając resztę życia w więzieniu. Bo rzeczywiście, przy największych wysiłkach, jakie czynią społeczeństwa, aby z więzień zrobić zakłady poprawcze, człowiek skazany na długoletnie zamknięcie albo w samotności, albo w towarzystwie ludzi często głęboko zdeprawowanych, zbyt narażony jest na to, że nie wytrwa w nastroju pokuty, jaki wywołała w nim groza śmierci.
Nietrudno zrozumieć, że w krajach, które zatraciły ducha chrześcijańskiego, powyższe względy nic nie znaczą i że budzą się w nich tendencje do zniesienia kary śmierci. Stosowana bowiem tylko dla racji odwetowych i prewencyjnych, z pominięciem względu na poprawę przestępcy, ma ona w sobie coś, co słusznie wywołuje zastrzeżenia. W okresach większych niedomagań społecznych, kiedy przestępczość wzrasta i wymaga silniejszych represji, te kraje, które pod wpływem niewiary i liberalizmu już zniosły karę śmierci, powracają do niej. Spełnia ona wtedy swe wtórne zadanie, ale nie spełnia, albo przynajmniej rzadko, pierwszego, jakim jest poprawa przestępcy, skoro w społeczeństwach, które utraciły obyczaj chrześcijański, znikło zrozumienie jej nadprzyrodzonej doniosłości.
Tam, gdzie myśl o życiu nadprzyrodzonym jest w społeczeństwie żywa, kara śmierci spełnia też całkowicie swe zadanie zadośćuczynienia Bogu. Każdy człowiek winien być gotów oddać Bogu to życie, które dostał z Jego rąk, toteż przyjmowanie śmierci z całkowitym poddaniem, ma zawsze wielką wartość zadośćuczynienia sprawiedliwości Bożej. Są ludzie, którym danym jest złożenie życia w ofierze za wielkie sprawy - za wiarę, w chwilach prześladowań oraz za ojczyznę, gdy wypadnie jej bronić w wojnie sprawiedliwej. Podobnie oddanie życia Bogu w wypadkach kary śmierci, choć nie posiada (jako mniej dobrowolne) tych cech bohaterstwa, jest aktem, który naprawia ujmę przyniesioną Bogu przez nieposzanowanie Jego praw i tego porządku społecznego, jaki ustanowił On wśród ludzi.
Większe uświadomienie w świecie katolickim wszystkich nadprzyrodzonych aspektów kary śmierci sprawiłoby, że spełniałaby ona lepiej to zadanie,jakie Bóg przeznaczył jej dla zbawienia dusz obciążonych szczególnie wielkimi przestępstwami.
o. Jacek Woroniecki OP
 
KATECHIZM KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO o karze śmierci. Nauka Kościoła Katolickiego dotycząca moralnej oceny (a więc zgodności z Prawem Bożym) jakiegoś obszaru działalności człowieka zawsze formułowana jest na dwu poziomach:

Pierwszym jest ogólna zasada, obowiązująca bezwarunkowo, to znaczy zawsze, wszędzie, w każdych okolicznościach i w odniesieniu do każdego.

Poziomem drugim są odniesienia tej ogólnej zasady do konkretnych, często bardzo skomplikowanych sytuacji, w jakich znajdować może się człowiek, często nieznanych w czasach, w których formułowana była ogólna zasada.

Nigdy te szczegółowe aplikacje nie mogą wykroczyć poza sens nadrzędnej, zawsze obowiązującej ogólnej zasady moralnej, bo prowadziło by to do relatywizmu. Z drugiej strony brak takich odniesień zamieniałby prawo moralne w krzywdzący człowieka fundamentalizm.

Te dwa poziomy od zawsze obecne w katolickim nauczaniu odnośnie kary śmierci - ogólna zasada uznająca prawo władzy państwowej do jej wymierzania oraz precyzacja nakładająca obowiązek poszukiwania innej sprawiedliwej kary tam, gdzie to możliwe - znajdują odzwierciedlenie w Katechizmie Kościoła Katolickiego (KKK), który jest skrótem nauczania Kościoła (doktryny Kościoła). Podpisany w 1992roku przez papieża Jana Pawła II Katechizm, został w 1998 roku zmieniony w niektórych miejscach, m.in. w punktach dotyczących kary śmierci. Obecnie aktualny jest następujący zapis:

2265 Uprawniona obrona może być nie tylko prawem, ale poważnym obowiązkiem tego, kto jest odpowiedzialny za życie drugiej osoby. Obrona dobra wspólnego wymaga, aby niesprawiedliwy napastnik został pozbawiony możliwości wyrządzania szkody. Z tej racji prawowita władza ma obowiązek uciec się nawet do broni, aby odeprzeć napadających na wspólnotę cywilną powierzoną jej odpowiedzialności.

2266 Wysiłek państwa, aby nie dopuścić do rozprzestrzeniania się zachowań, które łamią prawa człowieka i podstawowe zasady obywatelskiego życia wspólnego, odpowiada wymaganiu ochrony dobra wspólnego. Prawowita władza publiczna ma prawo i obowiązek wymierzania kar proporcjonalnych do wagi przestępstwa.
Pierwszym celem kary jest naprawienie nieporządku wywołanego przez wykroczenie. Gdy kara jest dobrowolnie przyjęta przez winowajcę, ma wartość zadośćuczynienia.
Poza ochroną porządku publicznego i bezpieczeństwa osób,kara ma wartość leczniczą; powinnaw miarę możliwości - przyczynić się do poprawy winowajcy.

2267 Kiedy tożsamość i odpowiedzialność winowajcy są w pełni udowodnione, tradycyjne nauczanie Kościoła nie wyklucza zastosowania kary śmierci, jeśli jest ona jedynym dostępnym sposobem skutecznej ochrony ludzkiego życia przed niesprawiedliwym napastnikiem.
Jeżeli jednak środki bezkrwawe wystarczą do obrony i zachowania bezpieczeństwa osób przed napastnikiem, władza powinna ograniczyć się do tych środków, ponieważ są bardziej zgodne z konkretnymi uwarunkowaniami dobra wspólnego i bardziej odpowiadają godności osoby ludzkiej.
Istotnie dzisiaj, biorąc pod uwagę możliwości, jakimi dysponuje państwo, aby skutecznie ukarać zbrodnię i unieszkodliwić tego, kto ją popełnił, nie odbierając mu ostatecznie możliwości skruchy, przypadki absolutnej konieczności usunięcia winowajcy "są bardzo rzadkie, a być może już nie zdarzają się wcale".
 
 
 
Po wszeczasy istnieć będzie głęboki antagonizm między duchem świata a duchem Chrystusowym; świat nie przestanie nigdy przeciwstawiać się myśli Chrystusa, a najistotniejszym punktem spornym będzie zawsze zagadnienie miłości i wypływających z niej metod postępowania. Tę antytezę metod znajdujemy dobitnie wyrażoną w słowach Zbawiciela: „Oto ja was posyłam jako owce między wilki” (Łk 10,3)
Będąc uczniami Tego, który chciał z całego stworzenia wybrać sobie za symbol bezbronnego baranka bez skazy, znajdujemy się i my na świecie jako jagnięta otoczone stadem wilków. Nie mogąc posługiwać się kłami i pazurami, uchodzimy w oczach świata, wierzącego tylko w kły i pazury, za coś słabego i bezbronnego. Tymczasem w tej pozornej bezbronności tkwi cała nasza potęga i moc. Jednym tylko jest ona zawsze uwarunkowana, mianowicie aby w nią wierzyć bezwzględniei nie dać się nigdy porwać pokusie użycia wilczych metod, tak nęcących nieraz swą łatwością i skutecznością na krótką metę.
Doskonale to kiedyś rozwinął św. Jan Chryzostom, tłumacząc powyższe słowa Zbawiciela: „Aby zwyciężyć wilki, musimy zostać jagniętamigdy zechcemy być wilkami, to tamte, wilki tego świata, zawsze nas zjedzą”.I jasnym jest, dlaczego. Oto, jeśli nawet w walce ze światem pod wpływem roznamiętnienia chwycimy się tego lub owego wilczego środka, to jednak na użycie ich wszystkich sumienie chrześcijańskie nam nie pozwoli; zawsze będzie nas ono krępować w używaniu wilczych metodi w walce z prawdziwymi wilkami, których nic nie krępuje, zawsze ulegniemy.
Zwyciężyć możemy tylko wtedy, kiedy tym metodom, w których są oni mistrzami i w których nigdy im nie dorównamy, chyba że całkowicie przejdziemy do ich obozu, zdradzając świętą sprawę Bożą, zdołamy przeciwstawić nasze metody, metody Baranka Bożego. I w nich można dojść do mistrzostwa, jak to wielcy mocarze ducha, święci Pańscy dowiedli. Dają one wtedy dziwne, nieznane światu panowanie nad duszami, a o nie to przecież, o to władanie ludźmi i kierowanie ich życiem cała walka między nami a światem się toczy. I nie należy myśleć, że ta miłość chrześcijańska, z której akcja katolicka winna wysnuwać swoją metodę, jest czymś ckliwym, słabym i anemicznym.
Myśl współczesna, zdeprawowana sentymentalizmem, indyferentyzmem i wypływającymi z nich hasłami tolerancji, nieraz chciała widzieć w chrześcijaństwie coś słodkołzawego, paraliżującego wszelkie przejawy czynu w życiu ludzkim; teoria niesprzeciwiania się złu, sformułowana przez Tołstoja, była ostatnim wyrazem tego kierunku myśli, z którym zresztą można się było wszędzie spotkać, gdzie chodziło o zajęcie zasadniczego stanowiska wobec pewnych ciężkich i twardych konieczności życia ludzkiego. Gdy szło o wojnę, o karę śmierci, o inkwizycję, ostatnim pokoleniom żyjącym w atmosferze przesiąkniętej do dna egoistycznym humanitaryzmem trudno było pojąć, że nie tylko nie stoją one w sprzeczności do zasad miłości chrześcijańskiej, ale nieraz mogą być nawet jej bezpośrednimi postulatami.
Bo i w samej rzeczy, miłość chrześcijańska jest tą wewnętrzną, nadprzyrodzoną mocą ducha,która nami kieruje w wypełnianiu wszystkich obowiązków naszego życia, tak iżby one odpowiadały we wszystkim świętej woli Bożej i do ostatecznego celu prowadziły. Nieraz obowiązki te mogą krzyżować wolę naszych bliźnich i zmuszać nas do zadawania im bólu, a jednak nie wolno nam się wtedy cofać, bo nie przyjemność bliźniego winna być dla nas decydującym czynnikiem, ale chwała Boża i dobro moralne społeczeństwa i dusz ludzkich. Jest więc w dobrze pojętej miłości chrześcijańskiej coś mocnego, nawet twardego, a natchniony autor „Pieśni nad pieśniami”, szukając z czym by ją pod tym względem zestawić, porównał ją ze śmiercią. „Mocne jest jako śmierć miłowanie” (Pnp 8,6). Nieraz żąda ona od nas czynów, które muszą zaboleć i pewne zło fizyczne wyrządzić, ale to zło winno być zawsze warunkiem większego dobra, zła dla zła wyrządzać jej nie wolno.
Tu leży ta wielka różnica między metodą świata a metodą miłości. Świat, gdy wyrządza zło, czyni to dla celów egoistycznych, dla zwalczania przeszkód, które spotyka na drodze do zaspokojenia nienawiści lub żądzy zemstyMiłość chrześcijańska, gdy wyrządza jakieś przemijające zło fizyczne, czyni to dlatego, że jest ono warunkiem większego, trwałego dobra.Gdy zmuszona jest wystąpić z mocą i ból, a nawet śmierć zadać, nie przekroczy nigdy koniecznej miary bólu, a nawet w samym sposobie, w jaki go zada, da poznać, jak wielka intencja dobra nią kieruje, jak wolna jest od chęci dokuczenia lub wyzyskania dla siebie cudzego cierpienia.
W życiu świętych można by wskazać cudowne przykłady tej mocnej, druzgocącej nieraz zło miłości. Umieli oni i inkwizycją kierować, i wojny prowadzić, i surowo karać bliźnich, nie tylko nie przekraczając miary cierpienia, które wtedy wolno, a nawet trzeba zadać, ale łagodząc je tym przekonaniem, które wpajali, że we wszystkim, co robią, szukają nie siebie, nie swej korzyści lub zaspokojenia namiętności, ale chwały Bożej i prawdziwego dobra dusz.
Zapewne, że wobec zła stanowisko Tołstojowskie, nie przeciwstawiające mu żadnego oporu, jest o wiele łatwiejsze i wygodniejsze. Łatwiej jest też zwalczać zło, dając folgę popędliwym uczuciom nienawiści i gniewu i kierować się zasadą: „oko za oko, ząb za ząb”; łatwo wtedy na krótką metę dopiąć celu i uzyskać przewagę, ale przy zaślepieniu, jakie namiętność sprowadza, wnet traci się miarę, a z nią wszystkie uzyskane pozycje. Nienawiść tylko burzyć potrafi, do twórczej pracy na dalszą metę jest niezdolna. Metoda miłości w walce ze złem jest o wiele trudniejsza;nic też dziwnego, że ludzkość, która rada chodzi po linii najmniejszego oporu, woli metody obojętności lub nienawiści.
Aby podług słów św. Pawła umieć „zwalczać zło dobrem” (Rz 12,21), potrzeba całkowitego opanowania wszystkich władz duszy przez ten pierwiastek dobra nadprzyrodzonego, jakim jest miłość Boża.Ona jedynie jest w stanie dać nam tę miarę Bożą, która sprawi, że nie zadamy ani krzty cierpienia więcej, niż to jest konieczne, ale też, że nie cofniemy się przez tchórzostwo i małoduszność od zadania go tam, gdzie chwała Boża i dobro dusz tego wymagają. Posiada ona tę cudowną własność, tak uderzającą u świętych, łączenia w sobie wykluczających się na pozór cech: twardości i miękkości, surowości i wyrozumiałości, stanowczości i ustępliwości. Przez nią człowiek staje się „wszystkim dla wszystkich, aby wszystkich zbawić” (1 Kor 9,22), daje mu ona bowiem cudną jakąś nadprzyrodzoną zdolność przystosowywania się do wszystkich potrzeb ludzkich, nic nie zatracając z własnej mocy ducha.
Śliczną formułkę znalazł na to bł. Jordan z Saksonii, dominikanin z XIII wieku: „Omnibus conformari et seipsum non deformare” (Przystosować się do każdego, nie zatracając własnej formy).
Ta miłość chrześcijańska nie jest słabością, ona jest siłą, wymagającą wielkiej mocy ducha i dlatego też tak trudno o nią na świecie. Aby posiąść jej metodę, trzeba dużo pracy nad sobą; nic też dziwnego, że niejeden woli się chwycić łatwiejszych metod świata. Kto jednak ją posiądzie i z jej metodami się oswoi, ten nie może nie uzyskać z czasem ogromnego wpływu na dusze, i zwycięstwo jego jest zapewnione.(…)
 
Fragment książki o. Jacka Woronieckiego OP „U podstaw kultury katolickiej”, IEN, Lublin 2002, s. 131 – 134
o.Jacek Woroniecki OP
 
 
Polecane strony;
 
Sługa Boży o. Jacek Woroniecki OP
Jacek Woroniecki OP – zapomniany polski filozof
O. Jacek Woroniecki OP (1878-1949) - Rektor KUL w latach 1922-1924
Uniwersalizm tomizmu a uniwersalizm etyczny
i pedagogiczny Jacka Woronieckiego OP
Myśli Sługi Bożego o. Jacka Woronieckiego OP
 
 
Jacek WORONIECKI - Adam książę Korybut Woroniecki (1878-1949) - Sługa Boży Kościoła katolickiego, dominikanin, rektor KUL (1922-1924), teolog, filozof, etyk, tomista. Założyciel zgromadzenia SS. Dominikanek Misjonarek Jezusa i Maryi.

Pochodził z bardzo starego rodu książąt Woronieckich,który był gałęzią kniaziów Nieświckich. Wychowywał się w majątku Kanie koło Chełma, należącego do jego rodziców - księcia Mieczysława Woronieckiego i Marii z Drohojowskich. W domu zapewniono mu wszechstronny rozwój intelektualny; interesowały go nauki humanistyczne i literatura. Wychowany w duchu patriotycznym i religijnym. Początkową edukację odbierał w domu od sprowadzonej z Anglii nauczycielki miss Mary Drzewieckiej. W 1892został przyjęty do IV Gimnazjum Męskiego w Warszawie, od razu do klasy drugiej. Po maturze (1898), nakłoniony przez ojca, rozpoczął służbę wojskową w pułku huzarów grodzieńskich w Warszawie,co miało mu otworzyć drogę do najwyższych urzędów. Od 1899 studiował w Katolickim Uniwersytecie we Fryburgu Szwajcarskim,gdzie uzyskał licencjaty z nauk przyrodniczych (1902) i teologii (1905). W 1905 wstąpił do Seminarium Duchownego w Lublinie(w wyborze stanu duchownego utwierdził go o. Honorat Koźmiński), gdzie 10 maja 1906 otrzymał święcenia kapłańskie. Przez rok pracował w seminarium, a następnie kontynuował studia w Szwajcarii zakończone doktoratem z teologii w 1909. W tym roku, kilka miesięcy po obronie tytułu, wstąpił do zakonu dominikanów, gdzie otrzymał imię zakonne Jacek. Po pobycie w klasztorze w Fiesole koło Florencji (gdzie odbywał nowicjat) i w Rzymie został skierowany do Fryburga, gdzie zajmował się formacją księży studentów. W latach 1914-1919 wykładał etykę w dominikańskim Studium Generalnym w Krakowie.W 1916 został mianowany profesorem filozofii na Uniwersytecie we Fryburgu, ale nie objął stanowiska z powodu wojny. Następnie rozpoczął prace w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim jako profesor zwyczajny. Od 1922 do 1924 był rektorem tej uczelni.

W 1929 mianowany profesorem teologii moralnej i pedagogiki na papieskim uniwersytecie dominikańskim Angelicum w Rzymie. W 1932 założył zgromadzenie ss. dominikanek-misjonarek.W 1933 we Lwowie objął kierownictwo dominikańskiego studium filozoficzno-teologicznego, zostając jednocześnie wykładowcą teologii moralnej, patrologii i historii Kościoła. Od 1937 do 1939 pracował w Warszawie. Redaktor "Szkoły Chrystusowej"(1938-1939). Po wybuchu II wojny światowej kierował Studium Generalnym w Krakowie, gdzie również wykładał teologię moralną. Zmarł 18 maja 1949 w Krakowie i pochowany został w grobowcu zakonnym na Cmentarzu Rakowickim. Obecnie trwa jego proces beatyfikacyjny (zainicjowany 7 grudnia 2004). Ks. Karol Kardynał Wojtyła nazwał w 1974 roku o. Jacka Woronieckiego jednym z największych myślicieli polskiego katolicyzmu.

Publikacje o. Jacka Woronieckiego wskazują na ogromną skalę zainteresowań oraz impomującą erudycję. Obejmują problemy z zakresu teologii moralnej, etyki, filozofii, wychowania, historii, hagiografii, socjologii, kultury. W sumie, napisał ponad 70 prac, m.in.: Metoda i program nauczania teologii moralnej (1922), Katolickość tomizmu (1924), Pełnia modlitwy (1924), Katolicka etyka wychowawcza (1925), Około kultu mowy ojczystej (1925), Św. Jacek Odrowąż i wprowadzenie zakonu kaznodziejskiego do Polski (1947), Królewskie Kapłaństwo (1919), Tajemnica Miłosierdzia Bożego (1945).
 
Katolicka etyka wychowawcza
Tom I[
Wydawnictwo Mariackie, Kraków 1948
Cnoty teologiczne są więc nadprzyrodzoną nadbudową naszego charakteru, wiążącą się z jego przyrodzoną budową w jedna całość. Razem z cnotami kardynalnymi tworzą one te główne punkty oparcia w pracy nad sobą, koło których potem grupuje się dalszy rozwój poszczególnych naszych władz. Cnoty kardynalne wprowadzają porządek do naszego życia doczesnego, zaś cnoty teologiczne podnoszą to życie do poziomu nadprzyrodzonego i nadają mu taką organizację wewnętrzną która by pozwalała stale i regularnie zdążać do nadprzyrodzonego celu, który Bóg postawił przed nami i którym jest on sam.
Źródło: s. 405
Epikureizm jest nieświadomą filozofią tych wszystkich, którzy żadnej filozofii nie mają, a którzy w zaspokojeniu swej zmysłowości widzą cel życia. O takich to można powiedzieć za św. Pawłem, że „bogiem ich jest brzuch”.
Źródło: s. 162
Jak cały świat dany nam jest, abyśmy potencjalność jego surowców i półsurowców przetworzyli na nasze usługi, tak samo i natura nasza indywidualna dana nam jest w stanie potencjalnym, który mamy także usilną pracą przetworzyć i nadać mu przez to wyższą wartość. Z początku zaledwie widoczny jest w tym plastycznym materiale pod powłoką cielesną pierwiastek duchowy; naszym zadaniem jest go powoli i stopniowo wyzwolić i uwydatnić w nim to podobieństwo boże, na jakie zostaliśmy stworzeni. Piękny charakter moralny dojrzałego człowieka świadomego swego celu i umiejącego sprawnie rządzić sobą w jego urzeczywistnieniu jest szczytem tego podobieństwa do Boga, do jakiego możemy w tym życiu dojść.
Źródło: s. 385
 
My Polacy, odkąd historia się nami zajmuje, występujemy z dość wybitnymi cechami sangwiników, i do dziś dnia te cechy zachowaliśmy. Mamy wszystkie dobre cechy tego temperamentu, ale mamy i złe; zdolni, mili, uprzejmi, łatwo naginający się do najcięższych warunków i nie tracący ducha w najgorszych opałach, usłużni, gościnni, rzutcy, jesteśmy z drugiej stroni lekkomyślni, bardzo próżni, niesłowni, nieprawdomówni, zmienni, niewytrwali, co pozwoliło Sienkiewiczowi powiedzieć: „Nie znam drugiego zakątka ziemi, w którym by tylu ludzi marnowało tak świetne zdolności, w którym by ci nawet, którzy coś dają, dawali tak mało, tak niesłychanie mało w stosunku do tego, co im Bóg dał”.
Źródło: s. 185
 
Trzy są cechy, które charakter winien nadawać naszemu postępowaniu: są to najpierw pewna ogólna stałość, następnie sprawny umiar w poszczególnych dziedzinach i wreszcie jednolity kierunek do naczelnego celu życia. Tylko tam, gdzie się te trzy cechy znajdują, możemy mówić o silnej osobowości człowieka. Zależnie od ich posiadania lub nie, będziemy mieli ludzi albo bez charakteru, albo ze złym charakterem, albo wreszcie z dobrym, a źródłem tych różnic będzie wysiłek, jaki każdy zechce sobie zadać w pracy samowychowawczej. Trzy są przeto możliwości zależnie, jak się kto do niej zabierze.
Źródło: s. 382, 383
 
Zagadnienie przeto o udziale uczuć w moralnym postępowaniu musi być rozwiązane w tym sensie, aby im przyznać właściwe im miejsce. Sentymentalizm przyznaje im za dużo chcąc w nich widzieć nie tylko czynnik istotny, ale i równorzędny z rozumem i wolą, a nieraz i pierwszy, ba, nawet jak u Rousseau jedyny. Przeciwny kierunek stoicki nie tylko tego nie uznaje, ale nie chce przyznać uczuciom nawet roli istotnego składnika życia moralnego, dążąc do usunięcia go zeń, o ile się tylko da. Otóż wznosząc się ponad te jednostronne i ułamkowe rozwiązania, etyka chrześcijańska widzi w uczuciu wprawdzie czynnik istotny, bynajmniej jednak nie pierwszy i nie pierwszorzędny, lecz drugorzędny i jako taki podporządkowany wyższym czynnikom umysłowym. Te ostatnie mają go zaprząc do celów duchowych i przez systematyczne wychowanie nadać mu swe piętno. Na tak drogie romantykom równorzędne traktowanie rozumu, woli i uczucia w etyce chrześcijańskiej nie ma miejsca. Zmysłowe siły zawarte w uczuciowości winny iść pod komendę duchowych mocy człowieka, koncentrujących się w jego umyśle, rozumie i woli.
Źródło: s. 166+
 
Tom II/1
Wydawnictwo Mariackie, Kraków 1948
 
Bywają takie położenia w życiu człowieka, w których jest on wprost obowiązany narazić się na śmierć. Takimi są wojny w najszerszym tego słowa znaczeniu, obejmującym wszelkie walki między ludźmi, a więc wojny między narodami, rewolucje wewnętrzne, walki religijne i społeczne. W takich chwilach śmierć częściej zagląda człowiekowi w oczy, i nieraz nie wolno mu się zupełnie uchylać od narażenia się na nią.
Źródło: s. 425
 
O Jacku Woronieckim powiedzieli
 
Idźcie do ojca Jacka Woronieckiego, to najjaśniejsza głowa, jaką posiadamy.
Autor: kard. August Hlond
Źródło: Wojciech Świątkiewicz, o. Jacek Woroniecki, „Idziemy”, 17 maja 2009
 
Jego wkład w życie Kościoła w Polsce był olbrzymi. Był to wkład myśliciela, teologa, profesora i duszpasterza: łączył jedno z drugim. Niewątpliwie najtrwalej zostanie w skarbcu naszej katolickiej kultury przez swoje dzieła. Są wśród nich dzieła, których chyba długo jeszcze nic nie zastąpi.
Autor: Jan Paweł II
Źródło: Ryszard Polak, Jacek Woroniecki. Życie i twórczość, w: Jacek Woroniecki, Myśli wybrane, Lublin 2009, s. 55.
 
Jest rzeczą zdumiewającą, jak bardzo światłość, która bije z postaci i dzieł Woronieckiego, wciąż jeszcze – w pół wieku po jego śmierci – świeci ewangelicznym blaskiem, jak jego dobre czyny skłaniają do oddania chwały Ojcu Niebieskiemu.
Autor: ks. prof. dr hab. Andrzej Szostek MIC
Źródło: Słowo wstępne, w: Człowiek – moralność – wychowanie. Życie i myśl Jacka Woronieckiego OP (praca zbiorowa), Towarzystwo Naukowe KUL, Lublin 2000, s. 19
 
Obecność wśród nas o. Jacka była wartością przez wielu nie docenianą – tak jak często nie rozumie się, nie widzi i nie wykorzystuje tego wielkiego skarbu, jakim są żyjący wśród nas ludzie sędziwi, te żywe zbiorniki ogromnej nieraz sumy mądrości i doświadczeń. Każde swoje odwiedziny u o. Woronieckiego cenię dziś znacznie bardziej niż wówczas, gdy żył wśród nas na tym świecie.
Autor: prof. Stefan Swieżawski
Źródło: Marek Rembierz, Sensus catholicus: uniwersalizm, obiektywizm, realizm, w: Człowiek – moralność – wychowanie. Życie i myśl Jacka Woronieckiego OP (praca zbiorowa), Towarzystwo Naukowe KUL, Lublin 2000, s. 207
 
Ojciec Jacek – jak wszyscy nazywaliśmy go krótko, co wystarczało rozmówcom, bo wtedy był jeden ojciec Jacek w Polsce – zawsze mnie onieśmielał. Czytałem wszystko, co pisał, a zwłaszcza wczytywałem się w jego fundamentalne dzieło Wychowanie [Katolicką etykę wychowawczą], którym najbardziej przysłużył się myśli pedagogicznej w Polsce. Nieraz wyrażałem żal, dlaczego to dzieło nie jest znane czytelnikom zagranicznym.
(…) Ojciec Jacek stoi mi przed oczyma głównie jako wykładowca na Tygodniach Społecznych Odrodzenia. W zakresie problemów moralnych, etyki społecznej i wychowania, był dla młodej inteligencji katolickiej wyrocznią w wielu sprawach. Toteż jego artykuły (…) były pochłaniane. Echo ich powtarza się niekiedy po dzień dzień w kulturze katolickiej Polski. Nie zawsze jednak artykuły te były zrozumiane w duchu pogłębionej syntezy mędrca, w jakich były pisane. Toteż powołujący się na te artykuły młodzi inteligenci przesadzali nieraz w ostrym charakteryzowaniu polskiego sentymentalizmu, fideizmu, tradycjonalizmu – z wyraźną skłonnością o ogłaszania wyroków na polski katolicyzm, o czego ojciec Jacek był daleki. Był on ostrożny, umiarkowany, a przede wszystkim wszechstronny.
Autor: kard. Stefan Wyszyński
Opis: ksiądz prymas poproszony o wypowiedź w 25. rocznicę śmierci o. Woronieckiego.
Źródło: s. Gabriela Wistuba OP, Prowadzić ku Zbawcy, Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu, Sandomierz 2011, s. 6
 
Pionier pewnej postaci myślenia i działania, pewnej postaci życia katolickiego u świadomości Kościoła… Był jednym z tych, którzy pomogli nam i nadal pomagają wierzyć we własne siły.
Autor: Karol Wojtyła
Źródło: o. Marcin Andrzej Babraj OP,  Jacek Woroniecki OP, Pełnia modlitwy, wyd. W drodze, Poznań 1984, s. 11, 12
 
Powołany do wykładów w Angelicum, bolał nad tym, że klimat Wiecznego Miasta nie pozwolił Mu pracować wydajnie na katedrze profesorskiej. Wiele czasu przepędził w łóżku. Byłem wtedy człowiekiem, który starannie przeglądając aktualne nowości wydawnicze Rzymu, przynosił Mu do łóżka wiele książek. Przeglądał je z wprawą kompetentnego redaktora, wypowiadał zwięzły sąd i ułatwiał zorientowanie się w ówczesnej nadprodukcji słowa z zakresu problemów moralno-społecznych ówczesnego życia italskiego.
Autor: kard. Stefan Wyszyński
Źródło: Ryszard Polak, Jacek Woroniecki. Życie i twórczość, w: Jacek Woroniecki Myśli wybrane, Lublin 2009, s. 23–24.
 
To najmądrzejszy człowiek, jakiego spotkałem. (…) Woroniecki był moim guru. (…) Woroniecki stał się jednym z pierwszych, może pierwszym mistrzem języka polskiego. Do tego stopnia, że „Wiadomości Literackie” poświęciły mu na pierwszej stronie artykuł jako mistrzowi języka polskiego. Ogłosił m.in. „Gawędę o gawędzeniu”. Moim zdaniem jego podręcznik etyki jest do dziś dnia nieprześcigniony. To był mądry człowiek.
Autor: o. Józef Maria BocheńskiMiędzy logiką a wiarą, wyd. Noir sur Blanc, Warszawa 1995, s. 276–277.
 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

ULUBIENI AUTORZY

więcej